LIMMATAU -szumy, zlepy, ciągi-
Oto twór, który wyłonił się z nocy
industrialnej Łodzi. Limmatau- dwoje ludzi, SLG i Enomen. Projekt ten jest
raczej na dzień dzisiejszy domową kombinacją wspólnych fascynacji i ich
wypadkowych. Jak bywa w takich przypadkach, nie odbiega to od tzw.
'poważnych' i zaangażowanych grup, jeżeli chodzi o nastrój. Więcej, czuć
prawdziwego ducha twórczego. Płyta "Statsotectur" jest ich pierwszą
propozycją. Mnie zauroczyła przede wszystkim swą wewnętrzną atmosferą.
Izolacjonistyczne przebiegi, zewy dobiegające przez otwarte okno,
zatrzymujące się w 'prawej półkuli' mózgu wytwarzają fale odpowiedzialne
za wizualizację tajemniczych obrazów, rzucanych na nasze wewnętrzne
ekrany. Muzyka nie nowa, bo wszechobecna otoczeniom miast. W takich
przypadkach pytam z reguły o dźwięki "głowowycierające" mistrza Lyncha,
jako naprowadzenia. Nieśmiertelna choroba wolno wpływająca przez szczeliny
w naszym ciele do wnętrza, rozlewająca się niczym ciężki ołów. Limmatau
jest jednym z kilku wyrazów SLG i Enomena. Kolejne to m.in. Baubliss (dla
szperających w scenie nazwa znana z katalogu Ignis), Arciv Ev Noise i
inne, o których wiemy niewiele, a które mam nadzieję zmaterializują się
wkrótce pośród nas, by przenieść na cudowne płaszczyzny eksperymentów
muzycznych. O tym wszystkim rozmawiam z SLG i Enomenem.
Zapraszam. Arthur Mieczkowski
Witam. LIMMATAU to
bardzo młody projekt. Istniejecie ledwie od wiosny 2000 r. Jak oceniacie
ten czas pod kątem tego projektu.
Niewątpliwie rozrósł się
on w świadomości ludzkiej i nie jest projektem znanym jedynie nam. Kilku
osobom spodobało się to co robimy, nasza muzyka zagościała w radiowej
przestrzeni... Wiesz, nie możemy patrzeć na ten czas jedynie przez pryzmat
LIMMATAU. Od wiosny 2000 r. kłębiły się w naszych głowach pomysły, które
swoje ujście znalazły w LIMMATAU, co nie oznacza iż były to nasze jedyne
pomysły (ha ha). Nie ograniczamy się do uczestnictwa jedynie w tym
przedsięwzięciu. SLG doszlifowuje swój solowy materiał, udało nam się
zorganizować dwa koncerty, jak na razie hybrydowego zespołu opartego na
zasadzie -Arciv Ev Noise vs SLG. Materiał STATSOTECTURE został
zarejestrowany w sierpniu ubiegłego roku, wtedy też pomyśleliśmy o
suplemencie w postaci video. Okazało się, że nie jest to takie proste, nie
wystarczy przecież uszeregować kilku ujęć i nazwać tego - "video". Z
pewnością wrócimy do tego pomysłu, chociażby dlatego, że przy obecnym
rozwoju technologii nie trzeba dysponować "ultra high-endowym" sprzętem,
domowe warunki pracy sprawdziły się zarówno przy pracy nad materiałem
BAUBLISS jak i LIMMATAU.
Właśnie, LIMMATAU to raczej domowy
projekt. Czy myśleliście o wyjściu na zewnątrz, np. z
koncertami?
Oczywiście. Kto jednak zorganizuje koncert
nieznanej grupy grającej taki rodzaj dźwięku. Jeśli osoba prowadząca jeden
z największych klubów w Łodzi mówi mi, że wydanie płyty, to nic i liczą
się jedynie zyski - to gdzie my w tym wszystkim jesteśmy? I nie chodzi mi
teraz o szacunek czy coś takiego, jedynie o zainteresowanie i wsparcie, a
dopiero później myśleć można o zyskach. Zapewne przyjdzie jeszcze poczekać
na taki stosunek "sfery finansowej" do "artystów". Bardzo byśmy chcieli,
aby nasze koncerty były przedsięwzięciami multimedialnymi, niestety
potrzebne są na to środki (rzutniki video, slajdy, scenografia). Ze
względu na fakt, iż nasza muzyka powstaje w dużym stopniu w procesie
improwizacji i jest to nasz projekt przewidziany w zasadzie jedynie pod
względem nagraniowym, chcemy grać rzadziej, tak by traktować to jako coś
wielkiego. Chcielibyśmy organizować, hmm, tworzyć multimedialne
przedstawienie.
Jak to zwykle bywa, tworzycie w wielu innych
przedsięwzięciach. Enomen np. działa w ARCIV EV NOISE. Możesz opowiedzieć
o tym?
Cóż - Arciv Ev Noise fizycznie narodził się około 12
miesięcy temu. Można powiedzieć, że jest rówieśnikiem LIMMATAU (ha, ha).
Powstał z jednego prozaicznego powodu, otóż BAUBLISS zawiera w sobie inne
dźwięki, Limmatau istniał dotychczas jedynie w naszych głowach (a i on
posiada nieco inną strukturę), wtedy ja nagrywałem coś w domu dla siebie.
Nazwa pojawiła się dosyć przypadkowo, podpisując jedną z kaset,
zastanawiałem się nad nazwą, nagrywałem jedynie dla siebie - zbierając z
myślą o ewentualnym późniejszym wykorzystaniu, napisałem więc Arciv Ev
Noise. Tyle o nazwie. Dźwięki początkowo powstawały wyłącznie analogowo -
stary mikrofon, pogłos monofoniczny ADS i zabawkowy samplerek yamachy
(taki komunijny gadżet umożliwiający samplowanie dwu, trzy sekundowych
próbek i ich prostej edycji), wszystko to było rejestrowane na zwykłych
kasetach magnetofonowych (stąd noise w nazwie). Obecnie pracuję na
`pececie` co bardzo ułatwia edycję i montaż, ale brakuje mi fizycznego
kontaktu z dźwiękiem. Interesują mnie zapętlenia, pogłos, szumy i trzaski,
trafnie ujął to w słowach Białoszewski - szumy, zlepy, ciągi (o proszę,
oto tytuł naszej rozmowy). Wiesz, strasznie ciężko jest mi o tym mówić, by
nie popadać w dalszy banał. Ten rodzaj twórczego podejścia towarzyszy mi
od ponad 10 lat, po raz pierwszy wyraziłem go około pięć lat temu i nadal
się uczę jak to robić. Wiesz, nie ma potrzeby używania nadętych zwrotów -
jeśli ktoś chce tego posłuchać - zapraszam: .
SLG
natomiast tworzy beatowo - nowoelektroniczne dźwięki. To dość odległe
LIMMATAU. Jak się czujesz w tak różnych
przestrzeniach?
Właściwie nie odczuwam takiej dużej
"różnicy" między tymi przestrzeniami, w mojej głowie naturalnie bytują w
naturalnej koniunkcji. Może zabrzmi to dość wulgarnie, ale komponowanie
muzyki jest dla mnie czymś w rodzaju mentalnej defekacji, wypróżnianiem
się z dźwięków, które rodzą się w mojej głowie i przekładaniem pewnych
emocji na dźwięk, a że te emocje bywają czasem skrajnie różne, to
rezultaty tych procesów również bywają różnorodne i trudno zamknąć je w
jednej szufladce. Ale przychodzi mi to w naturalny sposób i nie usiłuję
tego zmieniać, konceptualnie ujednolicać, staram się podchodzić do
tworzenia, grania spontanicznie, a poza tym wydaje mi się, że te z pozoru
różne projekty mają wspólny mianownik brzmieniowy i intelektualny. O ile
samodzielnie tworzę bardzo zrytmizowane (lecz nie w wymiarze tanecznym)
dźwięki, a np. w Limmatau nie ma bodajże ani jednego uderzenia perkusji,
to mają te dźwięki podobną temperaturę i egzystują na podobnych
płaszczyznach duchowych. Nie chcę się tu rozwodzić jakichś teorii na ten
temat, gdyż tworzenie muzyki jest w dużym stopniu pozaracjonalne, poza tym
nie da się uniknąć inspiracji ze strony cudzej muzyki, a moim zdaniem
przesadna ortodoksyjność i zamykanie się na jeden rodzaj muzyki to dość
ograniczone podejście. Lubię zarówno stary industrial, jak i
ultranowoczesną elektronikę z Warp, czy z niemieckich kręgów Mille
Plateaux, czy a-musik etc. I uważam, że ta muzyka to w dużej mierze
rozwinięcie tamtych pomysłów. Industrialnym niedowiarkom polecam Confield,
ostatnią płytę Autechre - to pozycja bardzo
industrialna...
Wespół z Lexem Luthorem tworzycie dodatkowo w
. Chyba
największy sukces - wydaliście swoją płytę pod skrzydłami łódzkiego . Jak do tego
doszło?
Sami nie wiemy (ha ha). istnieje już
kilka długich lat. Jest także dość nieregularnym projektem (zauważyłeś jak
często posługujemy się tym terminem, a przecież dla mnie sam w sobie
oznacza on coś niedookreślonego, do momentu w którym nie zostanie
zamknięty, ukończony). Początkowo spotykaliśmy się u mnie w domu i
graliśmy przez całą noc, niekiedy całość rejestrując. Z czasem zaczęliśmy
bardziej świadomie dokonywać rejestracji, które także pozostawały jedynie
w naszych archiwach. Dwa lata temu zdecydowaliśmy się pokazać to czym się
zajmujemy komuś z zewnątrz. Jedną z tych osób był Maciek. I tak w dużym
skrócie doszło do wydania płyty.
W jakich rejonach obraca się
BAUBLISS?
Ooo, nie potrafię tego określić, są to dźwięki
powstające w małych przestrzeniach, tworzone przez trzy osoby. Stąd może
właśnie znajduje się w niej przestrzeń i klaustrofobia jednocześnie (ha
ha). Wiesz, jak dla mnie takie tłumaczenie nie jest wcale oderwane od
rzeczywistości - gdy nagrywaliśmy sześć utworów w studiu Radia Łódź,
powstała zupełnie odmienna muzyka, tak więc może pomieszczenie ma na nas
silny wpływ. Zazwyczaj nagrywaliśmy "stłoczeni na małej przestrzeni", (ha
ha ha) nie potrafię Ci opisać w tak krótkich słowach "rejonów obracania
się" Baubliss'u, bo musiałoby nam to zająć kilka
stron....
LIMMATAU to zdecydowanie muzyka zakamarków miasta.
Przepiękne drony, izolacje. Brian Eno nagrał kiedyś muzykę dla portów
lotniczych, Wy wychwytujecie te wszystkie "szepty miasta"- to też nie jest
nowy patent, ale zdaje się, dobrze się w tym
czujecie.
Jeśli chodzi o Eno - bliski znajomy tak oto
skomplementował nasze dźwięki - jeśli Eno miał być puszczany na
lotniskach, to LIMMATAU powinien towarzyszyć skrzyżowaniom ulicznym. Jest
to dla nas miła opinia, gdyż po prostu takie były nasze założenia -
opowiedzieć dźwiękiem nieco o mieście jakie my znamy. Na potwierdzenie
Twoich słów powiemy, że początkowo nasze utwory trwały po 20 minut - a to
chyba może świadczyć o tym, jak sprawnie wychwytujemy "szepty miasta" (ha
ha).
Odsłuchuję właśnie "Statsotecture", przepiękne. Mimo, iż
się odżegnujecie, trochę industrialnych struktur da się zauważyć...
Trudno od tego uciec w Łodzi, ale nie demonizujmy bez
potrzeby tego miasta. Zresztą podobną temperaturę odnalazłem również nocą
w Toruniu, a przecież to miasto raczej nie kojarzy się z industrią. Wiesz,
nagrywając Limmatau, nie było rozmów w stylu - "o, tu by się przydał dron
a'la Alio Die, a tu nieco noisu".
Czy nie masz wrażenia, że
muzyka eksperymentalna się wypala? Już kilkadziesiąt lat temu dużo
powiedziano w tej materii, przez ten okres, niektórzy twierdzą,
powiedziano już wszystko. Gdzie więc tkwi sens tego, co robicie?
Podaj mi definicję "muzyki eksperymentalnej"! Ja wiem, że
należało stworzyć taki woreczek, a następnie napełniać go abyśmy mogli się
nieco rozeznać w muzyce, ale czy jest sens zastanawiania się nad faktem
czy coś jest jeszcze czy już nie, muzyką eksperymentalną. Odpowiedź na
drugie pytanie więc brzmi - robimy to, co lubimy robić, to czego lubimy
słuchać, może dlatego by odkryć coś w nas samych - odpowiedź jest chyba
oczywista.
Słusznie! LIMMATAU to dwa różne bieguny:
analogowo - preparowane zainteresowania Enomena i cyfrowe przetwarzanie
dźwięków SLG. Efekt jest spójny. Jak do tego
zmierzacie?
Najpierw tylko rozmawialiśmy, długo
rozmawialiśmy, długo razem milczeliśmy słuchając tego co dookoła nas się
działo. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że czas najwyższy już
zacząć. Przez jakiś czas przygotowywaliśmy sample i w ciągu jednego
tygodnia dokonaliśmy nagrań. Odłożyliśmy je na miesiąc, by dojrzały na
twardym dysku. Spodziewaliśmy się, że będziemy musieli je przemiksować.
Okazało się to niemal zbędne - jedynie kosmetyka. Udało nam się nagrać to,
co chcieliśmy.
Domyślam się, że macie problem ze znalezieniem
wydawcy. To bardzo powszechne przy tej Muzyce. Będziecie chcieli sami to
wydać?
Tak i to niebawem. Projekty okładki są przygotowane,
ale niestety nie na wszystko starcza czasu. Chcemy wydać nie tylko
LIMMATAU, ale także inne nasze rejestracje, choć nie jestem pewien czy
użycie słowa "wydać" jest tu odpowiednie, powiedzmy raczej - sami
udostępniać. Co nie znaczy, że nie będziemy starali się zainteresować tym
co robimy jakiś wydawców.
W planach mieliście multimedialne
instalacje. Połączenie projekcji wideo z Waszymi dźwiękami. Czy do tego
doszło? Jak to wyglądało?
Rzeczywiście, jak już mówiliśmy
chcemy połączyć obraz z muzyką. Do takiej prezentacji doszło podczas
występów z kolejnym wspólnym przedsięwzięciem, mianowicie w SKEDOT, który
to jest ukłonem w stronę solowej działalności SLG. Przygotowaliśmy
materiał VHS, który następnie przetworzyliśmy cyfrowo. Pomagał nam w tym
"pu", który przy okazji drugiego wystąpienia dołączył do projektu na
stałe. Staraliśmy się grać niejako "pod obraz", któremu towarzyszył pokaz
przeźroczy autorstwa "pu".
Czy poza SPEAR, IGNIS i Wami jest
coś godnego uwagi w "industrialnej Łodzi"?
Niedawno w
warszawskim sklepie Hey Joe poznałem ludzi z grupy One Inch Of Shadow i
zadałem im pytanie jak wygląda kondycja takiej sceny w stolicy, na co oni
odparli, że trudno powiedzieć, by taka właściwie istniała i sądzili, iż w
"industrialnej" Łodzi przedstawia się nieco lepiej. Odpowiedź brzmi: Nic
nam o takowej nie wiadomo. Oprócz wyżej wymienionych i Jude (których to
"industrialność " znaczy jednak coś zupełnie innego niż w naszym
przypadku), to właściwie nic się tu nie dzieje. Bardzo możliwe, że są tacy
twórcy, ale są równie znani jak my (ha ha) . Wielu łodzian chełpi się tym,
że rzekomo mamy silną scenę techno- lecz nie oszukujmy się, jest ona po
prostu słaba i skostniała. W temacie "progresywnej" elektroniki nie dzieje
się tu prawie nic (oprócz paru zdolnych osób, które tworzą w zasadzie
tylko dla siebie). Za to ludzie lubią tu dorzucać "awangardową" (tfu)
otoczkę do niemalże zwykłej dyskoteki.
Jakie są plany
LIMMATAU i Waszych pozostałych projektów?
Ha, planów jest
mnóstwo. Jak już wspomnieliśmy, przymierzamy się do zilustrowania naszej
muzyki, może zagrania na żywo. Ja planuję kompilację Arciv Ev Noise,
ponieważ zebrało się już tego około czterech godzin słuchania. Chcemy
także kontynuować działalność pod szyldem SKEDOT. Rozmawiamy także o nowym
materiale dla BAUBLISS`u (i to może już w lipcu). No i zaistnieć w
Internecie. Niewykluczone, że jak to zwykle bywa w naszym przypadku, może
pojawić się kolejny projekt, jak na razie nie planowany, ale kto wie - po
prostu mamy potrzebę realizowania się na różnych
płaszczyznach.
Życzę powodzenia wobec tego. Pozdrawiam
serdecznie.
Kontakt:
|